Deprecha, małą rzecz dla swojego ciała

Depresja… Witajcie, dokładnie w dniu, kiedy to czytacie, byłam po raz pierwszy na terapii. Okazało się że takie uczucie bycia, jak ja to mówię “człowiekiem bez skóry”, czyli nadwrażliwym na ciosy z zewnątrz, to – oczywiście upraszczając – wynik nieprzebaczenia sobie i gotowość na przyjęcie ciosów niejako za karę.

To błędne koło, w którym z żywej osobowości stajesz się biernym workiem treningowym. W takiej sytuacji każdy błaga bliskich – obcych o pomoc na zasadzie “kup mnie” i to z góry skazane jest na niepowodzenie, bo najpierw każdy w takim stanie powinien, niestety, podjąć ryzyko i “kupić” samego siebie.

Często wpadamy w pułapkę i usiłujemy komuś przebaczyć to, czemu nie jest winien, a padł ofiarą naszych zbyt wygórowanych oczekiwań. Na przykład spotykasz się z kimś bliskim, opowiadasz mu, jak strasznie się czujesz, a ten ktoś nie ma szans tego zrozumieć, bo nie jest chory (albo, co gorsza radzi: “weź się w garść”) i siłą rzeczy wydaje nam się, że ma nas “gdzieś”, ale że należy mu to przebaczyć.

Czyli nakręcająca się spirala depresji i nieistniejącej winy tego kogoś i naszego na wyrost przebaczenia. A ja na tej terapii sobotniej dowiedziałam się, że… mnie nie ma, to znaczy że jestem uzależniona od innych i bez innych nie istnieję. Ten mój przydługi wywód ma na celu próbę uświadomienia nam, że może warto – krok po kroku oczywiście – budować siebie od nowa.

Odwrócić myślenie i zacząć się składać z siebie, a nie z relacji wobec innych… Hmmm, w niektórych przypadkach wystarczy podobno codziennie zrobić jakąś małą rzecz dla swojego ciała. Na przykład dziś 100 brzuszków, jutro 10 minut świadomego oddychania, a może, kto wie, za tydzień basen…

Brzmi może absurdalnie i w sytuacji wielu z nas taki krok wydaje się ogromną torturą, ale ja w to jakoś wierzę. Ja jeszcze tego nie doświadczyłam, ale właśnie zaczynam proces uniezależniania się od tego, jak ktoś na mnie spojrzy, co ktoś miał na myśli, mówiąc coś i zamiast przebaczać na wyrost i chwytać się jakiejś kolejnej litościwej ręki – zacząć próbować na nowo budować siebie? I najważniejsze – nie powinno się chyba w stanie depresji i rozpaczy szukać nowych wielkich celów, zadań i postanowień.

Tak mówił św Ignacy Loyola – w stanie strapienia nie podejmować żadnych decyzji, bo niemożność ich wykonania może nas wpędzić w jeszcze większą rozpacz. Natomiast uważam, że drobne codzienne działanie na rzecz zasady “w zdrowym ciele zdrowy duch” na pewno nie zaszkodzi. Zwłaszcza szczerze polecam na początek naukę oddychania. Pozdrawiam serdecznie.