Ciekawostki z Internetu











WK / telegraph.co.uk
Amerykański kongresmen pozwał mieszczącą się w Izbie Reprezentantów restaurację. Domaga się prawie ponad 70 tys. dolarów (prawie 300 tys. złotych) zadośćuczynienia. Pestka oliwki znajdująca się w zakupionej tam kanapce uszkodziła mu zęby – podaje telegraph.co.uk.

Dennis Kucinich demokratyczny kongresmen ze stanu Ohio twierdzi, że pestka spowodowała „trwałe i poważne urazy jamy ustnej”. Utrzymuje również, że podczas zakupu kanapki został poinformowany o tym, że zawiera ona jedynie wydrylowane oliwki.

Jak twierdzi poszkodowany kongresmen „rezultatem konsumpcji były poważne obrażenia, które wymagały wielu zabiegów chirurgicznych i dentystycznych”

Przedstawiciel właścicieli restauracji potwierdził otrzymanie pozwu, nie chciał jednak skomentować jego treści – donosi telegraph.co.uk.

(TSz)



U dzieci żyjących w złych warunkach społeczno-ekonomicznych systematycznie wzrasta poziom hormonu stresu w organizmie – zaobserwowali naukowcy z Kanady. Jak napisali na łamach pisma „Psychological Science”, może to częściowo tłumaczyć większą podatność tych dzieci na problemy ze zdrowiem psychicznym i fizycznym w przyszłości.

Już wcześniejsze prace sugerowały, że istnieje wyraźny związek miedzy złymi warunkami życia oraz funkcjonowaniem układów odpowiedzialnych za reakcję organizmu na stres, a w szczególności osi podwzgórze-przysadka-nadnercza, odpowiedzialnej za powstawanie hormonu stresu – kortyzolu.

Zainspirowani tymi badaniami, naukowcy z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver w Kanadzie co pół roku przez 2 kolejne lata mierzyli poziom kortyzolu w grupie dzieci.

Okazało się, że w czasie trwania badań poziom tego hormonu niemal podwoił się u dzieci żyjących w złych warunkach społeczno-ekonomicznych, w porównaniu z rówieśnikami żyjącymi w lepszej sytuacji społecznej i materialnej. Związek ten był szczególnie widoczny u młodzieży po okresie dojrzewania oraz u dziewcząt.

Jak tłumaczą naukowcy, dzieci z domów o złej sytuacji społeczno-materialnej relacjonowały poczucie większego zagrożenia i chaosu w rodzinie, co może przyczyniać się do wzrostu poziomu hormonu stresu w organizmie.

Badacze przypominają zarazem, że utrzymywanie się wyższego stężenia tego hormonu zwiększa, po pewnym czasie, ryzyko schorzeń psychicznych i dolegliwości fizycznych, włączając w to m.in. depresję, stany lękowe, zespół stresu pourazowego, skłonność do uzależnień, jak również cukrzycę i otyłość.

Zdaniem prowadzącej badania Edith Chen, odkrycie jej zespołu pomoże lepiej zrozumieć, dlaczego osoby wywodzące się z nizin społecznych są bardziej podatne na te problemy zdrowotne.

Naukowcy liczą też, że przyczyni się ono do opracowania metod łagodzących negatywny wpływ złych warunków życia na zdrowie, a przez to przyczyni się do zredukowania nierówności społecznych.

Źródło: PAP, KLe



Pewna Amerykanka pozostawiła swoim kotom fundusz powierniczy oraz dom, ponieważ obawiała się, że po jej śmierci zwierzaki zostaną wyrzucone.

Prawnik George Kickham z Massachusetts dopiero niedawno zamknął sprawę powierzonego mu testamentu, w którym 77-letnia kobieta zapisała swoim czterem kotom własny dom i 300 tysięcy dolarów chcąc mieć pewność, że wszystkie czworonogi przeżyją spokojną starość w znanym sobie środowisku.

Kancelaria prawnicza Kickhama opiekowała się domem oraz czterema kotami przez 7 lat i dopiero niedawno po śmierci ostatniego z nich mogła wystawić nieruchomość na sprzedaż.

Źródło: WENN, KLe



Dzikie kruki rozpoznają i zapamiętują twarze ludzi, którzy stanowią dla nich zagrożenie. Niektórzy ornitolodzy już wcześniej przypuszczali, że z powodu takich czynności jak np. obrączkowanie trafiają u badanych przez siebie kruków na „czarną listę”.

Posuwali się nawet do tego, że zakładali maski na twarz podczas obrączkowania. W ten sposób chcieli uniknąć rozpoznania przez ptaki, z którymi stykali się podczas badań.

Sprawą tą zajął się profesor John Marzluff i jego koledzy z University of Washington w Seattle. Wyniki swoich doświadczeń opublikowali na łamach czasopisma „Animal Behaviour”.

Pierwszy z ich eksperymentów polegał na sprawdzeniu, czy ptaki rzeczywiście zwracają uwagę na twarze, czy raczej identyfikują ludzi na podstawie innych elementów wyglądu, np. stroju, sylwetki albo chodu. W tym celu ekipa profesora Marzluffa podczas obrączkowania dzikich kruków zakładała gumowe maski przedstawiające jaskiniowców.

Okazało się, że jaskiniowcy wryli się krukom w pamięć: za każdym razem, gdy później zbliżał się do nich człowiek w takiej masce, kruki podnosiły alarm. Natomiast nie reagowały tak nerwowo na pojawienie się w pobliżu ludzi w nieznanej im masce Dicka Chenney’a (byłego wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych). Niechęć ptaków do maski jaskiniowca utrzymywała się przez trzy lata.

W drugim eksperymencie badacze przygotowali maski z odlewów sześciu ludzkich twarzy. Używali niektórych z nich do łapania ptaków w czterech różnych miejscach. Okazało się, że w każdym z tych miejsc ptaki rozpoznawały później „twarz” maski, z którą miały wcześniej do czynienia, ignorowały zaś pozostałe maski, których oblicza nie kojarzyły im się ze stresującą sytuacją.

Zdaniem profesora Douga Levey’a, eksperta w dziedzinie biologii ptaków z University of Florida, doświadczenia te dowodzą, iż kruki obserwują ludzi bardzo uważnie. Profesor Levey, cytowany w portalu New Scientist mówi: „Możemy o nich myśleć, jako o niezaangażowanych widzach, którzy zajmują się swoimi sprawami – ale to my jesteśmy jedną z tych spraw”.

Źródło: PAP, KLe



Naukowcy przekonują, że nastąpił koniec kryzysu wieku średniego – informuje Daily Mail. Życie faktycznie zaczyna się po czterdziestce – uważa dr Carlo Strenger, psycholog z Israel’s Tel Aviv University. Podstawowy wypływ na tego rodzaju myślenie ma poprawa systemu zdrowotnego, edukacji i wydłużenie życia.

- Gdy ludzie zaczęli żyć dłużej i więcej z niego korzystać, przyszedł czas na odrzucenie panującego dotąd stereotypu kryzysu wieku średniego, a rozpoczęcie myślenia w kategoriach „zmiany w wieku średnim” – mówi dr Strenger. – Jeśli odpowiednio wykorzystamy to, czego dowiedzieliśmy się o sobie w pierwszej połowie naszego życia, kolejna połowa będzie najpełniej wykorzystana.

Zdaniem dr Strengera, który opublikował swój punkt widzenia w Harvard Business Review, większość z nas założyła rodziny, kupiła dom i wybrała karierę w wieku ok. 30 lat. Kiedy te trudne decyzje są już za nami, możemy po prostu cieszyć się życiem i uczyć na własnych błędach.

„Ponieważ życie cały czas przynosi jakieś problemy, w drugiej połowie życia jesteśmy lepiej wyposażeni by sobie z nimi radzić” – przekonuje psycholog.

Nie ma potrzeby żałować wolności, jaką daje młodość. „Młodzi ludzie wcale nie mają nieskończonych możliwości – uważa dr Strenger. – Podejmują decyzje ograniczone małą wiedzą o swoich możliwościach. Iluzja wolności okresu młodości opiera się na naszej idealizacji. Zapominamy o naciskach, z jakimi musimy wówczas się zmierzyć: trzeba wybrać dobrą szkołę, mieć satysfakcjonujące oceny, dostać świetną pierwszą pracę, uzyskać taką a taką pozycję zawodową w wieku 30 lat itd.”

- Wszyscy mamy wyobrażenia na temat tego, jacy powinniśmy być jako aktorzy, piosenkarze, liderzy polityczni czy biznesmeni. Kiedy jednak ludzie uwierzą, że ich wyobrażenia są rzeczywistością, popadają w kłopoty – przestrzega dr Strenger, który opiera swoje opinie na analizie milionów Brytyjczyków, którzy największą głębię szczęścia przeżywają w wieku 44 lat.

Psycholog zachęca, by ci, których nie przekonał do swoich poglądów, przyjrzeli się życiu Elliotta Jaquesa, psychoanalityka, który stworzył termin kryzysu wieku średniego w 1965 r., mając 48 lat.

Między 48. a 86. rokiem życia (kiedy umarł), Elliott Jaques ożenił się, napisał 12 książek, działał jako konsultant Kościoła Angielskiego i Armii Amerykańskiej oraz stworzył kilka ze swoich najbardziej oryginalnych pomysłów.

- Życie takie jak Elliotta Jaquesa nie powinno być uważane za niezwykłe – dodaje dr Strenger. – Ludzkie podejście do wieku niestety nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości. Wiele osób może oczekiwać wtedy (po czterdziestce) nowego życia, jeśli nie drugiej kariery.



{Styczeń 28, 2010}   Szympans twórcą filmowym

Nakręcono już wiele filmów o szympansach. Teraz przyszedł czas na film nakręcony przez szympansy. We środę 27 stycznia wyświetli go telewizja BBC.

Powstał on w ogrodzie zoologicznym w Edynburgu, gdzie żyje 11 szympansów. Jak podaje serwis BBC News, kamerę dała małpom Betsy Herrelko, doktorantka szkockiego Uniwersytetu Stirling, która zajmuje się badaniami nad naszymi najbliższymi krewniakami w świecie zwierząt.

Oddanie kamery w ręce szympansów było częścią badań nad tym, jak postrzegają one świat i siebie nawzajem. Dokument, bo tak chyba trzeba nazwać ten film, pokazuje świat i życie szympansów z szympansiej perspektywy. Jednak szympansy nie były raczej świadome tego, do czego służy kamera.

Interesowały się nią jednak, gdyż pudełko, w którym była zamontowana, posiadało również ekran, na którym wyświetlany był obraz widziany przez obiektyw. Nosiły więc kamerę ze sobą filmując przy okazji różne fragmenty swojego wybiegu.

Jakie będą naukowe wyniki eksperymentu, okaże się po zakończeniu analizy danych zebranych przez Betsy Herrelko. O efekcie artystycznym będą mogli przekonać się widzowie programu „Natural World” w programie BBC Two. Niezależnie od tych rezultatów, film „Chimpcam” znajdzie sobie miejsce w historii filmu, jako pierwszy film nakręcony przez małpy.

Źródło: PAP, KLe



Depresja… Witajcie, dokładnie w dniu, kiedy to czytacie, byłam po raz pierwszy na terapii. Okazało się że takie uczucie bycia, jak ja to mówię “człowiekiem bez skóry”, czyli nadwrażliwym na ciosy z zewnątrz, to – oczywiście upraszczając – wynik nieprzebaczenia sobie i gotowość na przyjęcie ciosów niejako za karę.

To błędne koło, w którym z żywej osobowości stajesz się biernym workiem treningowym. W takiej sytuacji każdy błaga bliskich – obcych o pomoc na zasadzie “kup mnie” i to z góry skazane jest na niepowodzenie, bo najpierw każdy w takim stanie powinien, niestety, podjąć ryzyko i “kupić” samego siebie.

Często wpadamy w pułapkę i usiłujemy komuś przebaczyć to, czemu nie jest winien, a padł ofiarą naszych zbyt wygórowanych oczekiwań. Na przykład spotykasz się z kimś bliskim, opowiadasz mu, jak strasznie się czujesz, a ten ktoś nie ma szans tego zrozumieć, bo nie jest chory (albo, co gorsza radzi: “weź się w garść”) i siłą rzeczy wydaje nam się, że ma nas “gdzieś”, ale że należy mu to przebaczyć.

Czyli nakręcająca się spirala depresji i nieistniejącej winy tego kogoś i naszego na wyrost przebaczenia. A ja na tej terapii sobotniej dowiedziałam się, że… mnie nie ma, to znaczy że jestem uzależniona od innych i bez innych nie istnieję. Ten mój przydługi wywód ma na celu próbę uświadomienia nam, że może warto – krok po kroku oczywiście – budować siebie od nowa.

Odwrócić myślenie i zacząć się składać z siebie, a nie z relacji wobec innych… Hmmm, w niektórych przypadkach wystarczy podobno codziennie zrobić jakąś małą rzecz dla swojego ciała. Na przykład dziś 100 brzuszków, jutro 10 minut świadomego oddychania, a może, kto wie, za tydzień basen…

Brzmi może absurdalnie i w sytuacji wielu z nas taki krok wydaje się ogromną torturą, ale ja w to jakoś wierzę. Ja jeszcze tego nie doświadczyłam, ale właśnie zaczynam proces uniezależniania się od tego, jak ktoś na mnie spojrzy, co ktoś miał na myśli, mówiąc coś i zamiast przebaczać na wyrost i chwytać się jakiejś kolejnej litościwej ręki – zacząć próbować na nowo budować siebie? I najważniejsze – nie powinno się chyba w stanie depresji i rozpaczy szukać nowych wielkich celów, zadań i postanowień.

Tak mówił św Ignacy Loyola – w stanie strapienia nie podejmować żadnych decyzji, bo niemożność ich wykonania może nas wpędzić w jeszcze większą rozpacz. Natomiast uważam, że drobne codzienne działanie na rzecz zasady “w zdrowym ciele zdrowy duch” na pewno nie zaszkodzi. Zwłaszcza szczerze polecam na początek naukę oddychania. Pozdrawiam serdecznie.



itd.
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.